• Wpisów:536
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 17:20
  • Licznik odwiedzin:11 991 / 1209 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ale przychodzi dzień kiedy przestajesz przejmować się tym co inni mówią, tylko doceniasz siebie takim jaki jesteś
 

 
`.Po moich oczach widać jak nienawidzę życia.
Ale potrzebuje Ciebie, jak serce potrzebuje bicia.
 

 
`.Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa.
 

 
`.Bo wiesz słońce z deszczem tworzy tęczę :3.
 

 
I nagle tak bardzo zapragnęłam kogoś , kto mi powie " Nie pozwolę Cię skrzywdzić. "
 

 
I nagle tak bardzo zapragnęłam kogoś kto mi powie:
- nie pozwolę Cię skrzywdzić..
 

 
Czuję się żałośnie, czekając na wiadomość od Ciebie. po tym wszystkim co mi zrobiłeś. jestem gotowa Ci wybaczyć, pomimo tego, że jeszcze nie przeszło Ci przez myśl, żeby mnie przeprosić.
 

 
Nigdy nie rań kogoś, kto mówi, że Cię kocha i przy tym patrzy Ci głęboko w oczy. Kogoś, kto nie wstydzi się płakać przy Tobie, ani śmiać się w głos. Nie wiesz, jaka walka toczyła się w nim, zanim Ci zaufał. To ktoś, kto poznał życie z gorszej strony i nie zasługuje więcej na cierpienie..
 

 
A z Nim..? Różnie to bywa. Czasem jest tak cholernie czuły, a czasem to kawał skurwysyna.
 

 
Miała 17 lat, leżała pod kroplówką. Lekarze stwierdzili u niej niewydolność serca.
'Jedynym rozwiązaniem jest przeszczep' -wydali wyrok. Niestety kolejka biorców była niezwykle długa.
Nie mogła tyle czekać. Lekarze postawili na niej krzyżyk.
"-Masz być szczęśliwy, rozumiesz?" -powiedziała pewnego wieczoru, kiedy oboje leżeli na szpitalnym łóżku.
"-Bez Ciebie to niemożliwe maleńka." -odpowiedział, zaciskając pięść na prześcieradle.
"-Jeżeli zobaczę tam z góry, że uroiłeś chociażby jedną łzę to zjawię się tutaj z powrotem żeby Ci nakopać!" -powiedziała,
a oboje wybuchli śmiechem.
"-Nigdy nie będziesz tam na górze." -powiedział całując ją w czoło.
Dwa dni później obudziło ją szarpanie za rękaw piżamy.
"-Mamy dawcę! Mamy dawcę, kochanie!" -krzyczała jej matka, starając się ją obudzić.
Dziewczyna zaczęła krzyczeć przepełniona euforią.
"-Dostałam szansę, mamo, niepowtarzalną szansę życia." -wyszeptała, opadając z emocji.
Kilka dni później, kiedy dochodziła już do siebie po zakończonej sukcesem operacji, postanowiła zadzwonić do niego,
żeby przekazać mu nową nowinę.
'Powiem mu, że mam nowe serce, którym będę kochać go jeszcze mocniej' -pomyślała.
Niestety nie odbierał. Kilkakrotnie starała się do niego dodzwonić. Wyszła ze szpitala, a on nadal nie odpowiadał na jej
wiadomości.
"-Mamo a tak właściwie to od kogo dostałam tą drugą szansę? No wiesz.. moje nowe serce?" -zapytała podczas kolacji.
"-Skarbie dawcy są anonimowi. Jedyne co mi wiadomo to, że nosisz narząd jakiegoś mężczyzny, który zmarł na miejscu
w tragicznym wypadku samochodowym. Ktoś wspomniał również o tym, że wyglądało to jak samobójstwo.
Chłopak celowo wjechał w jedno z drzew, tak jakby chciał ze sobą skończyć."
"-To straszne." -powiedziała czując przeszywający ją dreszcz.
"-Właśnie! Byłabym zapomniała." -powiedziała matka odnosząc naczynie do zlewu.
"-Twój najdroższy, jak go nazywałaś, kazał Ci przekazać kopertę kiedy ostatnim razem był u Ciebie w szpitalu,
a Ty akurat spałaś."
"-Dopiero teraz mi o tym mówisz?"
"-Wybacz słońce, wypadło mi to z głowy." -powiedziała, podając córce niebieską kopertę.
Dziewczyna subtelnie wysunęła karteczkę pełna podekscytowania. Ze łzami w oczach przeczytała tekst,
napisany starannym druczkiem.
'Pamiętaj, że nie wolno Ci uronić łzy, bo wrócę i Ci nakopię! Nosisz moje serce, maleńka. Masz się nim dobrze opiekować.
Przecież obiecywałem, że nie pozwolę Ci być tu na górze. Teraz już na zawsze będę cząstką Ciebie.
Kocham Cię, Twój ukochany.' Cała zapłakana utonęła w ramionach matki. Minął miesiąc, popadła w depresję po stracie
ukochanej osoby. 'Nie mogę już dłużej żyć bez niego' -pomyślała. Bez wahania wzięła opakowanie z tabletkami
nasennymi, połknęła prawie całe.
"-Skoro on nie moze być tam gdzie ja, to ja będę tam gdzie on." -powiedziała ostatkiem sił.
Próbowali ją ratować, ale było już za późno. W głębi duszy cieszyła się z tego, bo będzie szczęśliwa, razem z nim.
 

 
Poczekaliśmy chwile na policje, a Mateusz opowiedział im co się dzieję. Nam kazali iść do swoich domów, ale on zaprosił mnie do siebie. Nie chciałam, lecz nalegał, to poszłam. Nie było jego rodziców i czułam się jeszcze dziwniej wtedy. Widział, że jest niezręcznie. Próbował jakoś mnie rozweselić, ale nie miałam w ogóle nastroju do żartów. Zaczęłam temat o Julii. Był normalny już w stosunku do tej sprawy, mógł o niej gadać cały czas…oczywiście tak mi się zdawało. Po jakimś czasie rozmowa się kleiła i już weszły w nią inne tematy. Zadzwoniła moja mama z pretensjami, dlaczego nie przychodzę do domu. Jak wróciłam to wyjaśniłam jej całą sytuacje, ale mówiła, że mogłam dać jakoś znać. Zrobiłam sobie kolacje, a później położyłam się spać, było około godziny drugiej. Prawie zasnęłam, nagle zadzwonił do mnie jakiś nieznany numer. Odbieram, a to Mateusz drze się do słuchawki. W tym samym momencie zastanawiałam się skąd ma mój numer...nie rozumiałam co mówi. Ucichł na chwilę, więc ja poprosiłam, żeby powtórzył. Okazało się, że napisała do niego Julka, nie byłam zadowolona. On natomiast był strasznie zły i nie chciał jej odpisywać. Dziewczyna chciała do niego wrócić, pisała, że bardzo go kocha itp. Sama nie wiedziałam co mu powiedzieć, ale on nie chce do niej wracać, za bardzo go to zabolało. Po chwili rozmowy nas rozłączyło.. nie wiem czy to nie on przypadkiem albo specjalnie. Zasnęłam od razu położyłam się na łóżku. Rano wstałam, przyszykowałam się i wyszłam do szkoły. Nie powiedział mi nawet „cześć”, po prostu nic, żadnego spojrzenia. Mi akurat to nie przeszkadza.
 

 
On...
Pokochał mnie za oczy, nie za efekt uzyskany za pomocą tuszu i cieni do powiek. Pokochał mnie za włosy, te poranne, niesfornie potargane na głowie, nie za rezultat walki z prostownicą. Pokochał mnie w wygodnych porozciąganych ciuchach, w których zdarza nam się przeleżeć cały dzień, oglądając filmy. Pokochał mnie za wredne docinki, a nie za każde przemyślane słowo w celu lepszego zaprezentowania się. Wie dobrze, że często coś palnę bez namysłu. Pokochał mnie taką jaką jestem, dlatego wiem, że już na zawsze.
 

 
Lubimy wracać w miejsca, gdzie spotkało nas coś dobrego, gdzie spotkaliśmy kogoś ważnego dla nas. Lubimy te powroty, bo stale mamy nadzieję, że ktoś lub coś jeszcze na nas tam czeka.
 

 
Nie Urodziłam Się Wredna . To Świat Mnie Do Siebie Przystosował
 

 
Ciągle oszukuje siebie że wrócisz.... Ciągle myślę że to zły sen i jak się obudzę to będziesz przy mnie. Nigdy tak nie pragnęłam bardziej ciebie. To życie bez ciebie jest okropnie trudne. To życie toczy się bez ciebie wszystko jest takie obce. Pozwoliłeś mi żyć bez ciebie ale tak się nie da !
  • awatar Alantoina: czuję coś identycznego - nie da się żyć już inaczej... no i jak żyć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem dość dziwna. Zamiast iść na imprezę wole posiedzieć w domu, pooglądać telewizję, pogadać o pierdołach albo nadzwyczajnie w świecie pomilczeć. Średnio gotuję, nawet dobrze sprzątam, kocham psy a najbardziej te moje. Nie umiem się modnie ubrać ale jak ostatnia fleja też nie wyglądam. Nie potrafię uwierzyć w siebie i docenić siebie. Ciągle zżera mnie strach. Jestem dość trudna, ale potrafię kochać chociaż mnie nikt nie kocha. Mam w sobie masę miłości której nikt nie chce.
  • awatar # sweet sunny: @Alantoina: Haha no wiesz wszystko możliwe :D
  • awatar looovly: nie jestes dziwna, tylko niedoceniona. tez mam w sobie ogrom milosci, ktorej on nie potrzebuje..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zamiast schudnąć, tyję. Zamiast zapomnieć, wspominam. Zamiast wziąć się w garść, rozklejam się jeszcze bardziej. Zamiast odejść, wracam. Zamiast kochać, nienawidzę. Zamiast nienawidzić, kocham. Zamiast śmiać się, płaczę. Zamiast żyć, umieram.
 

 
Bo czasem trzeba się uśmiechnąć. Tak mimo wszystko, spróbować na nowo żyć. Przestać żyć w klatce zbudowanej z mieszanki wspomnień i niespełnionych marzeń. Dać z siebie wszystko. Dla siebie i tych, którzy naszego uśmiechu są warci.
 

 
Głupim nazywa się człowiek, który mając kochającą go osobę, odrzuca ją. Robi to dlatego, bo myśli, że potrzebna jest mu wolność, która z biegiem czasu okaże się jego największym wrogiem..
 

 
Rozdział III „Zdrada”

Właśnie wychodzę ze szpitala i podążam w stronę domu. Znajduje się trzy albo cztery przecznice dalej. Na pierwszym skrzyżowaniu za szpitalem czekała moja mama, Mia. Musiała przyjść, ponieważ nie dam rady nieść torby z rzeczami i jednocześnie iść o kulach. Mam dalej złamaną nogę, co będzie przeszkadzać mi w chodzeniu, ale gips zdejmą mi za dwa tygodnie.
-Cześć kochanie- powiedziała przyjaznym i delikatnym tonem- Daj mi to, nie będziesz się przeciążać.
-Dzięki mamo- powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej.
Ruszyliśmy powolnym krokiem zatrzymując się, co jakiś czas żebym sobie odpoczął. W ciągu godziny dotarliśmy już na miejsce. Moja mama jest mało gadatliwa, ale jeśli chodzi o plotkowanie to ona zawsze jest chętna. Weszliśmy przez drewnianą bramę pomalowaną na biało i ruszyliśmy ogródkiem w stronę drzwi wejściowych. Gdy weszliśmy mama krzyknęła:
-Wróciliśmy!
Tata przyszedł do przedpokoju kiwnął do mnie na powitanie głową, po czym poszedł na górę odnieść moją torbę. Nawet Emma wydawała mi się mniej rozgadana i co dziwniejsze zadowolona na mój widok. Ruszyłem w stronę schodów i raz po raz potykałem się o własną nogę. Gdy już się tam doczołgałem poszedłem do mojego pokoju.. Był w takim stanie, w jakim go zostawiłem, czyli zabałaganiony. Pierwsze, co zrobiłem to podeszłem do łóżka i się na nim rozłożyłem. Pierwszy raz od wielu dni leżałem na czymś miękkim. Nawet nie zdążyłem wypuścić powietrza a Burek, mój pies, już wbiegł do mojego pokoju i zaczął mnie lizać po twarzy.
-No hej koleżko- powiedziałem drapiąc go za uchem- Tęskniłeś?
Jeszcze kilka razy mnie polizał, a następnie zwinął się w kłębek obok mnie. Zamknąłem oczy, aby odpocząć cały czas go głaszcząc. Zastanawia mnie, w którym miejscu zgubiłem wisiorek. Może już w szkole go nie miałem, albo leży gdzieś w szufladzie, bo o nim zapomniałem. Gdy kości mi się już zrosną poszukam go i to tak porządnie. Na razie odpoczywam, ale jutro już muszę iść do szkoły. To trochę zabawne, ponieważ od rozpoczęcia roku szkolnego byłem w niej tylko raz. Nagle usłyszałem skrzypnięcie drzwi.
-Hej pechowcu. Jak się czujesz?- spytała Emma
-Nie najgorzej, ale mogło być lepiej- odpowiedziałem, po czym lekko się uśmiechnąłem- A co ty nagle taka troskliwa się zrobiłaś?
Uniosłem brwi patrząc na nią, ale ona opuściła wzrok i zaczęła kopać powietrze.
-Dobra jak nie chcesz to nie mów- powiedziałem wymachując rękami, co,ją trochę rozbawiło.
Uśmiechnęła się, a następnie usiadła po drugiej stronie łóżka.
-Martwiłam się o ciebie. Nie wiem, czemu ale chyba łączy nas jakaś siostrzana miłość –powiedziała uśmiechając się złośliwie
-Hahaha… Bardzo śmieszne- powiedziałem z ironią.
-Dobra ja idę do Stelli na noc. Do jutra.
Wyszła z pokoju zostawiając mnie samego z Burkiem. Jestem tak zmęczony nic nie robieniem, że położyłem się spać.
Obudziłem się wcześnie rano, patrząc za okno zgadywałem, że jest piąta. Jestem wyspany, więc postanowiłem wziąć prysznic i wyjść z psem. A pro po psa… ciekawe gdzie zniknął. Poszedłem do łazienki wziąć prysznic i umyć głowę. Dzisiaj pierwszy raz od wielu dni idę do szkoły, trzeba jakoś wyglądać. Na moje wysuszone już brązowe włosy nałożyłem żelu, a zęby wyszczotkowałem do perfekcji. Gdy wróciłem już do pokoju założyłem niebieską koszulę w kratę, jeansy, czarne Nike oraz okulary przeciwsłoneczne na moje błękitne oczy. Dobrze, że jest jeszcze w miarę ciepło na zewnątrz, ponieważ wyrosłem już ze wszystkich zimowych ubrań. Zeszłem z ostrożnością po schodach i zawołałem Burka. Wyszliśmy na dwór i szliśmy w stronę lasu znajdującego się na przedmieściach. Gdy doszliśmy na miejsce spojrzałem na telefon, która jest godzina. Była już szósta piętnaście. Musze zacząć wracać, ponieważ kule utrudniają szybkie poruszanie się. Nagle w krzakach coś zaszeleściło a Burek zaczął szczekać. Przypuszczam, że to królik albo lis. Nagle doszedł mnie niski warkot. Spojrzałem na psa, ale to nie on. To coś to na pewno nie królik! –Chodź Burek, idziemy!- krzyknąłem na psa i ruszyliśmy w stronę miasta.
Do domu dotarliśmy przed siódmą, czyli szliśmy szybciej niż w tamtą stronę. Na stole w kuchni czekało już na mnie śniadanie, czyli tosty z szynką i serem. Przy stole siedzieli też tata, Emma i mama.
-James! Gdzie ty u licha byłeś nie powinieneś się na razie przemęczać!- krzyknęła mama.
-Chciałem się przejść mamo- wyrzuciłem z siebie tak od niechcenia.
-Daj mu spokój kochanie. Jest już prawie pełnoletni, więc wie, co robi.- Powiedział tata.
Po tych dwóch wypowiedzianych przez niego zdaniach powrócił do czytania gazety. Spojrzał na mnie zza gazety srogim, ale zarazem współczującym spojrzeniem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść moje tosty.
-Podwieś cię?- spytał ojciec cały czas patrząc w gazetę.
-Raczej tak. Nie wiem czy dałbym radę sam prowadzić.
Gdy zjadłem poszedłem do samochodu i usiadłem od strony pasażera. Gdy byłem już w samochodzie, ojciec wychodził dopiero z domu. Postanowiłem włączyć radio. Szło akurat Radioactive- Imagine Dragon, czyli mój ulubiony kawałek. Podczas słuchania muzyki, tata nagle usiadł na siedzeniu po stronie kierowcy.
Dotarliśmy już na miejsce. Ojciec pomógł mi wysiąść z samochodu, ale do szkoły doszedłem już sam. Wszyscy na mój widok zaczęli szeptać. Czy pierwszy raz widzą kolesia ze złamaną nogą?! Szłem w stronę klasy od geografii, gdy nagle zauważyłem Stewarta i Paule. Na ich widok zaniemówiłem. Całowali się! Podeszłem do nich i powiedziałem cichym, ale zarazem groźnym tonem.
-Myślałem, że mogę wam ufać, ale chyba się myliłem. Stewart byłeś dla mnie jak brat, a ty Paula byłaś…Eh…-załamałem się. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Postanowiłem odejść bez słowa.
 

 
Rozdział II „Brak informacji”

Otworzyłem oczy. Kiedy zrozumiałem, co się stało, uświadomiłem sobie, że jestem w szpitalu. Próbowałem wsłuchać się w dźwięki dochodzące z sali. Udało mi się usłyszeć pikanie monitora, bicie mojego serca i jakiś cichy, damski głosik. To moja siostra.
-Pani doktor, czy jest z nim lepiej?- Usłyszałem jak przez mgłę.
-Tak, od czasu wypadku znacznie mu się polepszyło. Miał wielkie szczęście. Gdyby upadł bardziej naciskając na kręgosłup mogłoby być gorzej. Przed Jamsem jeszcze jedna operacja.- Więc znałem już głos pani doktor.
Nie mogłem ruszyć głową, ani żadną inną częścią ciała. Najwyraźniej byłem unieruchomiony. Emma i pani doktor zaczęły sobie koleżeńsko gawędzić nie zauważając, że się obudziłem. Moja twarz była idealnie skierowana w stronę lampy, przez co światło mnie oślepiało. Nagle dźwięki w Sali umilkły, a mnie ukuło coś w rękę. Jęknąłem.
-O…Widzę, że się obudziłeś.- powiedziała pani doktor.- Ja jestem doktor Dranson i jestem twoim lekarzem prowadzącym. Za godzinę rozpocznie się twoja operacja.
Próbowałem spytać, która godzina, ale nie dałem rady otworzyć ust.
-Właśnie podałam ci środek przeciw bólowy. Za niedługo przyjdziemy przygotować cię do operacji.
Gdy to powiedziała odwróciła się i wyszła. Emma postanowiła pójść w jej ślady. Chwilę później zostałem sam. Gdybym nie poszedł wtedy na kłady nie było by mnie tu. Ciekawe ile operacji mnie już ominęło? Trzy? Może cztery? Nie wiem, ale kiedyś się dowiem. Przez pięć minut patrzyłem się bezkreśnie w sufit, zastanawiając się, kto mnie odwiedził. Zacząłem wyliczać: Mama, Ojciec, Emma, pewnie Paula i Stewart też mnie odwiedzili. Próbowałem przypomnieć sobie, co robiłem przed wypadkiem. Byłem w szkole, uczyłem się na biologię, umówiłem się na kłady…. I nagle mnie olśniło nie mam na szyi żadnego wisiorka. Zgubiłem pamiątkę po moim prapradziadku Louisie Falconie, który służył w wojsku. Gdyby rodzice dowiedzieli się, że zgubiłem rodzinną pamiątkę to chyba by mnie zabili. Był zrobiony ze srebra a na jego powierzchni wyryty był napis „Every day is a successful”, co oznaczało „Każdy dzień jest udanym dniem”. Dziadek zmarł w wieku siedemdziesięciuośmiu lat, a babcia trzy lata wcześniej. Był wysportowany codziennie chodził na spacery, często też biegał i jeździł na rowerze. Gdy miałem dziesięć lat jeździliśmy na ryby nad jezioro. Znajdowało się ono około pięć kilometrów za miastem. Czasami spędzaliśmy tam całe dni… Brakuje mi go. Byłem do niego przywiązany. Poczułem, że zalewa mnie fala ciepła wspominając te czasy, ale moje rozmyślania przerwała wchodząca do mojej sali kobieta o czarnych włosach upiętych w kok i białym kitlu, czyli pani doktor Dranson.
-Musisz to zażyć- powiedziała- Przyszłam cię przygotować do operacji.
Spróbowałem skinąć głową, ale wyszedł mi z tego tylko krzywy grymas. Nachyliła się nade mną i powoli i lekko podała mi pastylkę. Dałem radę połknąć ją bez popijania. Zawołała siostrę i zaczęły mnie wieść na blok operacyjny długim szaro-czerwonym korytarzem stylizowanym na podobieństwo sali, w których leżą pacjenci. Po drodze założyły mi coś na twarz i wszystko zaczęło się rozmazywać. Ostatnie, co pamiętam to przekraczanie progu drzwi operacyjnych.
 

 
Rozdział I „Niespotykany gest”

W końcu nastał pierwszy dzień września. Wszyscy uczniowie zjeżdżali się powoli na parking szkolny. Gdy nadjechały ostatnie samochody ja już siedziałem pod błękitną parasolką przy sklepiku. Do mojego stołu powoli zaczęli się schodzić moi przyjaciele. Naprzeciwko mnie siedział chudy i wysportowany brunet o kremowej cerze i błękitnych oczach. Miał na imię Steward. Po mojej prawej stronie siedziała ruda dziewczyna z kręconymi włosami, o cerze koloru kości słoniowej i czekoladowych oczach. To była moja dziewczyna Paula. Kilka stolików od nas siedziała moja o rok młodsza siostra Emma, szatynka o błękitnych oczach. W końcu zadzwonił dzwonek na lekcje. Najpierw udałem się na WF, a następnie na fizykę. Niestety wywołano mnie do odpowiedzi, a nie miałem pojęcia, o czym była mowa na lekcji, ponieważ zamyśliłem się o mnie i o Pauli. Pani już chciała swoim długopisem wpisać wielką, czerwoną jedynkę, gdy nagle z tyłu klasy odezwał się zachrypiały, damski głos, który podał prawidłową odpowiedź. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego głosu, więc jednym płynnym ruchem odwróciłem się w stronę mojej wybawicielki. Gdy zobaczyłem, kto odpowiedział, stanąłem jak wryty. Była to tak zwana „bezimienna”. Nie spodziewałem się z jej strony tak miłego gestu, dlatego że w ogóle się nie znamy.
Na przerwie spróbowałem ją gdzieś złapać, lecz nigdzie jej nie było, tak jakby rozpłynęła się w powietrzu. Ruszyłem szybkim krokiem w stronę stołówki, aby zająć najlepsze miejsce. Gdy do niej weszłem okazało się jednak, że miejsc jest już niewiele. Wziąłem pod rękę wolne krzesło i dosiadłem się do przyjaciół. Chyba przerwałem ważną dyskusję pomiędzy Stewardem, a Paulą. Widać było, że coś przede mną ukrywają, ponieważ ucichli, gdy tylko zbliżyłem się do stołu.
-Hej.-Powiedziałem wkładając parę frytek do ust.
-Hej- Odpowiedziała poprawiając sobie usta błyszczykiem.-Słyszeliśmy, że „bezimienna” się za tobą wstawiła. Nie uważasz, że to dziwne z jej strony?- Powiedziała nieco poważniejszym tonem patrząc mi prosto w oczy.
-Już widzę, o czym tak dyskutowaliście.- Uśmiechnąłem się i dokończyłem- Tak też mnie zaskoczył ten gest z jej strony. Nawet się nie znamy.
Po chwili ciszy ja odezwałem się pierwszy.
-Dobra. Czas na zmianę tematu. Co macie na następnej lekcji?- Spytałem rozluźniając atmosferę.
-Ja mam Matematykę z panem Brainchampem.- Rzekła Paula- A wy?
-Ja mam …- wstrzymał oddech jakby brzydził się to wypowiedzieć. Już domyśliliśmy się, o co, o jaki przedmiot chodzi Stewartowi- Historie.
Steward przełknął ślinę i powiedział:
-A już myślałem, że nie przejdzie mi to przez gardło.
Wszyscy wybuchliśmy wielkim śmiechem, a inni uczniowie popatrzyli na nas ze zdezorientowaną miną.
-Upss…!- Wymsknęło się Pauli.
Cały dzień w szkole przeleciał nam szybko. Na historii była kartkówka, na hiszpańskim wypracowanie, a na plastyce wolną lekcję.
Po powrocie do domu zaniosłem książki do pokoju. Położyłem je na biurku koloru olchy. Na biurku leżała sterta starych książek, a obok czarny laptop. Na łóżku przy ścianie leżał młody szczeniak z czarną łatką na uchu. Powoli przysiadłem na krześle. Otworzyłem książkę do biologii i zacząłem się uczyć do kartkówki. Po dwóch godzinach nauki nie miałem, co robić. Rodzice byli w pracy, siostra ze znajomymi, obiad już ugotowany, pranie skończone. Po namyśle umówiłem się z Stewartem i Ethanem na kłady. Założyłem skórzaną kurtkę, jeansy i mój szczęśliwy wisiorek. Schowałem go pod kołnierzyk. Zawiązałem buty, chwyciłem plecak pod rękę i wybiegłem z domu na skałki. Tak jak się spodziewałem czekali już tam na mnie. Założyłem jeden z trzech kasków i ruszyłem. Najpierw pojechaliśmy na górę Holiday i tam znowu ją ujrzałem. Dopiero teraz zauważyłem, jaka jest piękna. Miała takie piękne oczy i ten kształt twarzy. Po chwili usłyszałem krzyk jej i chłopaków.
-James!!! Uważaj!!!
Gdy tylko to usłyszałem poczułem, że unoszę się w powietrzu i nagle walnąłem z całej siły w coś twardego. Potem widziałem tylko ciemność. A jedyną rzeczą, którą czułem był ból.
 

 
Prolog
Każdego dnia, na wzgórzu Holiday, widać nieznaną nikomu z imienia dziewczynę. Ma ona blond włosy, turkusowe oczy i jasną karnację. Chodzi do klasy II liceum. Wszyscy znają ją z wyglądu, lecz nie znają jej osobiście. Zawsze siada sama na stołówce. Nikt nigdy nie odważył się z nią usiąść, bądź do niej zagadać. Zazwyczaj nikt się nią nie interesował, było wręcz przeciwnie wszyscy ją ignorowali. Lecz pewnego dnia przykuła moją uwagę…
 

 
Czasami trudno spojrzeć na kogoś, od kogo kiedyś nie mogliśmy oderwać wzroku.
 

 
Nie ma czegoś takiego jak nowy początek, trzeba żyć ze świadomością popełnionych błędów.
 

 
On...
Pokochał mnie za oczy, nie za efekt uzyskany za pomocą tuszu i cieni do powiek. Pokochał mnie za włosy, te poranne, niesfornie potargane na głowie, nie za rezultat walki z prostownicą. Pokochał mnie w wygodnych porozciąganych ciuchach, w których zdarza nam się przeleżeć cały dzień, oglądając filmy. Pokochał mnie za wredne docinki, a nie za każde przemyślane słowo w celu lepszego zaprezentowania się. Wie dobrze, że często coś palnę bez namysłu. Pokochał mnie taką jaką jestem, dlatego wiem, że już na zawsze.
 

 
I na końcu historii mojego życia , napiszę , że żyłam , bo miałam Ciebie ..
 

 
Bo miłość to nie żaden film w żadnym kinie , ani róże , ani całusy , małe duże . Ale miłość , kiedy jedno spada w dół drugie ciągnie je ku górze . <3
 

 
Potrzeba wielu miesięcy, lat, aby móc znów spojrzeć sobie w oczy, zamienić kilka zdań, na nowo się dotknąć. Tysiące dni muszą minąć, aby wspomnienia tak nie uderzały do głowy, a serce nie krzyczało co chwila, że chce jeszcze. Proces odkochiwania się trwa niezmiernie długo i jest do cna wyniszczającym, bolesnym, jednakże skutkuje. Pamiętasz, ale już nie kochasz. Brakuje Ci Go nie raz, ale nie wyrzekłabyś się wszystkiego, gdyby mógł wrócić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie jest Ci obojętna, prawda? Udajesz tylko, że masz wyjebane i że wcale Cię nie obchodzi. Sądzisz, że w taki sposób o niej zapomnisz i twoje uczucia znikną, ale się mylisz. Odsuwając się od niej z dnia na dzień będziesz coraz bardziej tęsknił. Zastanawiasz się co właśnie teraz robi, jak się czuje i z kim spędza czas. Jesteś zazdrosny o kolesi, którzy się przy niej kręcą. Wspominasz wszystkie chwile z nią. To jak pisaliście czy się spotykaliście. Robiłeś wiele rzeczy, aby poczuła zazdrość.
 

 
Nie potrafiła opanować gwałtownego bicia serca , kiedy ją dotykał .
nie umiała powstrzymać się przed szukaniem go wzrokiem .
nie potrafiła usunąć go z myśli . lubiła z nim być , podobało jej się to ,
jak się przy nim czuła , uwielbiała jego milczenie i jego słowa .
 

 
Jeśli nie Ty jesteś tym jedynym ,to dlaczego moje serce przyspiesza, kiedy przechodzisz obok? Skoro nie jesteśmy sobie pisani, to dlaczego ciągle mam Cię przed oczami? Jeśli Bóg nie zesłał Cię po to, abyś był przy mnie, to dlaczego do cholery ciągle mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, kiedy obudzisz się rano i uświadomisz sobie jak bardzo Ci mnie brakuje?